gabrolek blog

Twój nowy blog

Mikołaj

Brak komentarzy

- Henio, dziś przychodzi Św. Mikołaj. Ciekawe co Ci zostawi pod poduszką?
- oby kalendarz adwentowy! oby kalendarz adwentowy!!!
- ojej, ale przecież już masz kalendarz adw.
- ale jest taki super, że chcę jeszcze jeden!
- to po co pisałeś list do Św. Mikołaja o Lego?
- Mamo, tak naprawdę to Św. Mikołaj nie istnieje. to rodzice i dziadkowie wkładają prezenty pod poduszki.
- dlaczego tak myślisz?
- bo tak mówili w Rodzince.pl

Jaja dopiero za 2 dni, względnie jutro na święceniu, a za oknem świeża dostawa śniegu. Czy aby na pewno to TE Święta?
spacer z psem po H.do przedszkola i powrót zaskakująco lodowato wietrzny. za to dzieci zmarznięte mniej skore do kłótki. wywiało z nich psty, siedzieli na podłodze i turlali sobie piłkę, normalnie szok.

zima uparcie nie odpuszcza. wciąż dogrzewamy się kaloryferkiem na kólkach, oprócz tego że piec hula na 4 z 5 możliwych.
Pracuję na swoim ulubionym miejscu za stołem, u stóp pies, na górze dziadek czyta Heńkowi Winnetou, Heniek chichocze jak dziadek krzyczy „Old Szaterhendzie, zginiesz psie!” Gaba z babcią grają w grę dookoła świata z Martyną W. Gaba usmarkana wymogła dziś na mnie smarkanie cały dzień pod kołdrą zamiast iść do szkoły.
Psina po sterylizacji dochodzi do siebie, schodzi jej opuchlizna z pyska, nie może sobie znaleźć miejsca, kręci się z kąta w kąt, dzieciaki pieszczą ją co chwilę. Za to po raz pierwszy załatwiła się na trawniku bez biegania jak szalona za innym psem, pewnie sprawiałam wrażenie niezrównoważonej ciesząc się że taki wielki koń wysikał się na trawniku…
Heniek zmienił zdanie jeśli chodzi o wybrankę serca, za to nie zmienił zdania że jak dorośnie to kupi sobie dalmatyńczyka.
cały stół pełen pisanek, palemek i kurczaków ale pogoda za oknem sugeruje że na nadchodzące święta powinnam ubrać choinkę…

Migiem

Brak komentarzy

Od czasu ostatniej notki moje życie przyśpieszyło jakby ktoś włączył przewijanie na podglądzie. do tego wszystkiego w końcu doszliśmy do porozumienia co do rasy i kupiliśmy owczarkę niemiecką. wbrew moim oczekiwaniom zajmuje ona każdą wolną sekundę,a nawet te sekundy które nigdy nie były wolne. i tak doszło mi jeszcze sprzątanie całej piwnicy średnio 1 na 3 dni (ostatnio lepiej, bo pies już sika w ogrodzie a nie w piwnicy), spacery, czesanie, głaskanie itd.
Mimo iż to H.przez cały rok prosił o psa, jak przyszło co do czego to G. jest w niej zakochana i siedzi koło niej ciągle. ale przewodniekiem stada jestem ja, i to na mój widok psa sika z radości. przyprawia mnie tym niemal o łzy rozpaczy.
po dziejszym 3-godzinnym spacerze kiedy nie załatwiła się ani razu mimo że już padała na pysk, jutro zamierzam spędzić z nią na spacerze 4 godziny. musi się złamać.
tyle w kwestii nowego dziecka, pięknego, włochatego, wymarzonego i kochanego pomimo sikania.

dzieci ludzkie zdobyły mistrzostwo Polski w miniformacjach w tańcu sportowym, chodziły na basen cały semestr, zaczęły jazdę na łyżwach. G.w trakcie swoich treningów nauczyła się robić szpagat, H. strzela gole na każdym treningu. piekliśmy pierniki, szykowalismy wigilię, podejmowaliśmy przyjaciół oraz – że będę nudna – sprzątaliśmy po psie.
Sylwester przeszedł przy wtórze wystrzałów, ale psa nie okazywała zainteresowania czy przerażenia. o 4:50 kiedy było już zupełnie cicho zaczęła szczekać jak szalona. nie było powodów więc uznaliśmy że nasz duch wyszedł zerknąć czy w jego starym domu wszystko gra.

w Nowy Rok poszliśmy na spacer po Nowym Świecie, na obiad, a potem odebraliśmy dzieciaki i poszliśmy na łyżwy. Zapowiada się rok pełen wrażeń. zamierzamy go dobrze zaplanować.

wylot – odlot

5 komentarzy

Lecę do Glasgow. piszę do babci tuż po potwierdzeniu info, żeby miała czas się przygotować na dłuższy pobyt – choć to za 2 tygodnie. Ja tak myślę.
Piszę zatem na skypie – babcia dzwoni.
Siedzę na open spejsie (fuj, nie lubię makaronizmów, ale „na otwartej przestrzeni”?) więc mówię że napiszę maila bo nie mogę gadać.
piszę zatem że 14.10 lecę do G.i wracam 17.10 i zapraszamy na małą przeprowadzkę.
babcia odpisuje „ok. chodzi i odzisiejszy dzień”

nie bardzo rozumiem, ale tłumaczę to sobie że ok na dziś, bo dziś jest zdrowa a kto wie co będzie 14-ego.
nie odpisuję już i wracam do roboty. tego dnia „dyżur” z dziećmi ma moja mama.
po wyjściu z pracy dzwonię do niej że sorry że jest późno ale że jeszcze wstąpię do sklepu i zaraz wracam.
- nic nie rozumiem co mówisz
powtarzam i pytam czego tu nie rozumieć
- no przecież babcia zadzwoniła do mnie że ty poleciałaś w delegacje i wrócisz w nocy i prosiłaś żeby się zajęła dziećmi.

uśmialiśmy się z nieporozumienia. TGiH nawet zalecił mi przywiezienie jakichś pamiątek z „Glasgow” :)

Moi mali chemicy mają ostatnio fazę na przelewanie, mikstury, mieszanie, itd. Gaba nawet nakręciłą swój „program telewizyjny” w którym miesza rózne mydła, zele itd. i szykuje eliksir.
No cóż, efekt lekcji magii i czarodziejstwa wiadomo skąd…

Nawet TGiH machał czarodziejską różdżką… ;-)

czary

Na Festiwalu Nauki Małego Człowieka państwo z Koła Naukowego dali taki szoł, ze wszyscy byli zachwyceni, nie tylko mali (którzy nota bene stali niemal z rozdziawionymi paszczami).
mali chemicy

Hu Go Wie

Brak komentarzy

Wieczorem, z okazji piątkowego wieczoru na który czekamy cały tydzień, robimy kino. Czasem na ścianie wyświetlamy a czasem na TV. Zawsze obowiązkowo pod kołdrami, w piżamach, objadając się niezdrowym paskudztwem, jakiego na co dzień nie jemy. Dziś śledziliśmy przygody Hugo. Wszyscy troje mieliśmy momenty ogromnych emocji.
Ale nie o filmie chciałam. Zaskoczyło mnie że Heniowi udało się dojść do głosu i błysnąć przed Gabi. Zazwyczaj to ona szybko kojarzy i zanim H. zdąży pomyśleć ona już strzela. A oto jest scena kiedy idą tajnym korytarzem i dziewczynka mówi „czuję się jak Jean ValJean”. A moje dzieci nic. Wieć nakierowuję:
- hmmm, Jean ValJean…. Kto to taki?
- Tata Cosette!!! – krzyczy H.
Potem w scenie kiedy pociąg pędzi przez dworzec i wypada z okna na pierwszym piętrze pytam:
- o skąd znamy taki obrazek?
- to ten co u nas wisi!! – znowu H.
A kiedy Hugo zaraz nakręci Automat i mówi że czeka na wiadomość od ojca, pytam:
- i jak myślicie – jaka to wiadomość?
- że kocha syna. – strasznie poważnie brzmi taki tekst w ustach pięciolatka…

Nowo Gabie na tańcu, nowo Heniowi na treningach a mi nowo z nową odsłoną bloga. wrrr, jak ja nie lubię zmian z dobrego na inne. Lubię się uczyć nowego ale lubiłam poprzednią wersję. no i muszę znowu poustawiać wszystko po swojemu, ale chociaż foty mi się łatwiej wstawia.

Pójdę zatem poczytać książkę pod kołdrą i powygrzewać anginę.

Nasze dusze lubiące szybką jazdę przekazują potomstwu zamiłowanie do ostrej jazdy :)

krew

1 komentarz

zawsze chciałam dla kogoś oddać, ale cykor we mnie a potem przesyt po comiesięcznym pobieraniu krwi w ciąży – zawsze wygrywał.
wczoraj wygrałam ja. dla Gosi.
poszliśmy we czworo – 2 panów i 2 panie, nikt nie zemdlał, nikt nie chciał uciekać. tylko ja oddawałam po raz pierwszy.
kolejka krwiodawców była większa niż bym podejrzewała.

Zabrałam Henia „na wyprawę” – autobusem, metrem i tramwajem do odległej galaktyki w okolicach Arkadii. w poczekalni do chirurga naczyniowego trwał ciąg dalszy rozważań nad cyktrylionem, aż nastąpiło znudzenie i żądanie batona z pobliskiego automatu. Wobec sprzeciwu Henryk wiądł mi na kolanach jęcząc na zmianę z czytaniem bajki o jeżyku. jednak zepsułam się na tyle, ze w prywatnej przychodni życzę sobie wchodzić na wizytę + – 10 min.zgodnie z umówioną godziną. zatem po 20 minutach opóźnienia byłam zniecierpliwiona – podobnie jak pozostali.
Henryk wyrażał zniecierpliwienie bardzo łagodnie jak na swój porywczy charakter:
- o nie, ja już tu dłuzej nie będę czekać! ja stąd idę. (…) ta pani się chyba całuje z tym doktorem tam w środku
- ja myślę że ta pani ma swojego męża do całowania w domu
- a ja myślę że nie. bo gdzie jej dziecko??? he???
- może zostawiła z babcią?
- o nie! ja wiem, bo wy sobie ślubowaliście i macie nas, a ona co? gdzie ma synka?

takie oczywiste….


  • RSS